Uwaga! Teksty przeznaczone dla czytelników 16+
opowiadania

Część 1

Redaktorzy prowadzący audycje informacyjne latami czekają na newsy i sensacyjne wydarzenia, które dadzą im stuprocentową oglądalność. Gdy ni stąd ni zowąd pojawiają się, widzowie zamierają i pragną wiedzieć więcej. Tym razem też tak było. „Nareszcie coś się dzieje!”, „Nareszcie jesteśmy potrzebni!” – przemykało przez głowy prowadzących południowe wiadomości serwisów informacyjnych. Reżyserzy i wydawcy żądali natychmiastowego zaangażowania śmigłowców. Telefony prezesów i właścicieli stacji komercyjnych rozgrzewały się do czerwoności.

Ponawiany komunikat w mediach brzmiał mniej więcej:

– Podczas przewozu więźniów na południu Polski z aresztu tymczasowego do placówki o zaostrzonym rygorze zbiegł morderca skazany na dożywocie za zabójstwo z wyjątkowym okrucieństwem trzech osób. Podczas ucieczki z konwoju ranił dwóch funkcjonariuszy i zabrał im broń. Porwał do auta dwójkę przypadkowych przechodniów i skierował się na wschód w stronę wielkiej aglomeracji…

Nikt ze słuchaczy nie chciał być na miejscu porwanych i wszyscy łączyli się z nimi w poczuciu empatii. Komentatorzy radiowi mówili o próbie przebicia się do wielkiego miasta i schronienia w środowisku gangów lub ucieczce za granicę do Czech lub Austrii. Inni podkreślali, że zbieg to psychopata, który już zabił i będzie nadal zabijał każdego, kto stanie mu na drodze.

– To po prostu zwierzęcy instynkt samozachowawczy. – Mówiła w radio pani psycholog. – Sprawca zdaje sobie sprawę, że resztę życia spędzi w zamknięciu, więc nie ma nic do stracenia. Jest zdeterminowany i bezwzględny…

W tym samym czasie na obrzeżach małego miasteczka strażnik miejski Dominik Dudek asystował grupie przedszkolaków przy przejściu przez jezdnię. Szli na wycieczkę i piknik do parku. Młody chłopak w mundurze strażnika miejskiego uśmiechał się życzliwie do maluchów i witał ich opiekunki. Znali go tutaj i lubili wszyscy.

Jeszcze kilkoro dzieci miało przejść, gdy w oddali Dominik zobaczył pędzące auto. Zbliżało się za szybko jak na teren zabudowany, dlatego wstrzymał pochód dzieci przez pasy i stanął na chodniku razem z nimi. Kierujący pojazdem widząc pieszych na pasach nawet nie zwolnił. Przemknął obok dzieci, ignorując wszelkie znaki drogowe. Dominik kiwnął ręką na pozostałych po przeciwnej stronie i wycieczka bezpiecznie ruszyła w swoją stronę.

– Pirat drogowy! – Podsumowała nauczycielka. – Miał rejestrację z województwa.

– Tacy to myślą, że wszystko im wolno… – Dodała druga.


Strażnik uśmiechnął się do pań na pożegnanie i wsiadł do auta. Dostał je rok wcześniej od ojca na dziewiętnaste urodziny. Przed służbą dokręcał na dachu podświetlaną tablicę z napisem „Straż miejska” przerobioną ze starej taksówki. Gminy nie było stać na pojazd dla straży miejskiej, dlatego Dominik miał pozwolenie na używanie swojej alfy.

Ruszył z miejsca i dwieście metrów dalej zjechał w boczną ulicę. Tutaj włączył tablicę i migoczące światła z przodu, a następnie przyśpieszył. Mimo prędkości oddalającego się pirata miał nad nim przewagę. Znał teren i wiedział, że za miastem jest dość długi łuk, po którym trzeba jechać ostrożnie a na jego zakończeniu znajduje się często zamykana o tej porze rogatka, aby przepuścić ekspres Katowice-Poznań. Kimkolwiek więc był pirat, będzie musiał zwolnić i być może zatrzymać się przed przejazdem.

Jeszcze się nie zdarzyło, aby ktokolwiek uciekł Dominikowi, gdy ten zauważył jakieś wykroczenie. Nie miał uprawnień zatrzymywania do kontroli pojazdów, bo nie był policjantem, ale lokalni kierowcy znali możliwości jego auta i rajdowe zacięcie strażnika. Na jego widok raczej zwalniali i grzecznie wycofywali auta z miejsc, gdzie parkowanie było zabronione.

Dominik zatrzymał auto przed drogą krajową i wyskoczył na zewnątrz. Podbiegł do otwierającego się bagażnika i wyjął z niego kolczatkę. Przebiegł kilka metrów na zachód w stronę spodziewanego pojawienia się pirata i szybkim ruchem rozwinął ją na drodze. Na czarnej taśmie widniał podwójny szereg metalowych kolców mało widocznych na asfalcie. Wrócił do bagażnika, wyciągnął i założył na siebie kamizelkę kuloodporną, schował do kieszeni opaski mocujące pełniące rolę kajdanek i magazynek z gumowymi kulami. Sprawdził broń i wcisnął ją do kabury. Rzucił okiem na granaty hukowe i dwa gazowe. Zagarnął je i wsadził do kieszeni. Był skoncentrowany i sprawiał wrażenie, jakby czynności te wykonywał setki razy.

Złapał flary sygnalizacyjne. Podbiegł w przeciwną stronę, zapalił jedną i rzucił na drogę, aby nadjeżdżający ze wschodu kierowcy hamowali. Następnie biegiem wrócił przed kolczatkę, rzucił drugą flarę ostrzegawczą, stanął i czekał.

Wkrótce usłyszał hałas rozpędzonego pociągu przejeżdżającego daleko za drzewami, a potem ryk silnika rozpędzającego się auta. Analizował sytuację i odruchowo wyciągnął pistolet z magazynkiem pełnym gumowych pocisków. Z bliska potrafią zniszczyć każdego zadufanego w sobie przestępcę.

Nie było wątpliwości, że właśnie z takimi ludźmi będzie miał zaraz do czynienia. Zanim przejechali za szybko przed przedszkolakami, zauważył na tylnym siedzeniu mężczyznę z bronią w ręku. Pasażer siedzący obok kierowcy także miał broń gotową do strzału. Dominik uznał, że osoby znajdujące się wraz z piratem drogowym w aucie to przestępcy i należy ich niezwłocznie zatrzymać.

Część 1 Część 2 Część 3


komentarze