Uwaga! Teksty przeznaczone dla czytelników 16+
opowiadania

Część 2

Nie było czasu na myślenie. Pirat drogowy właśnie wyjeżdżał z łuku i faktycznie jechał o wiele wolniej niż przez miasto. Łuk był źle wyprofilowany i nie od parady stał przy nim kiedyś żółty znak informacyjny i liczbie wypadków, ofiar śmiertelnych. Aktualnie obowiązywała tam prędkość pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Jeśli ktoś jechał szybciej, mógł wypaść niesiony siłą odśrodkową po płaskiej nawierzchni szczególnie podczas deszczów i zimą.

Stał na środku drogi i wyżej podniósł lizaka, znak stopu dla nadjeżdżającego pirata. Za nim nieopodal unosił się czerwony dym z zapalonych flar i w oddali widać było jadący w ich stronę jakiś pojazd. Dominik skupił się jednak na granatowym fordzie hatchbacku, którego kierowca nie zamierzał zwolnić. Jechał na wprost niego i zanim zorientował się, że na drodze leży kolczatka, już na nią wjechał.

Momentalnie i odruchowo zaczął hamować. Dominik ustąpił mu drogi, wyciągnął trzecią flarę, zapalił ją i rzucił w okolicę kolczatki, aby inni kierowcy na nią nie najechali. Następnie rzucił się biegiem za fordem. Zanim dobiegł, zauważył rękę z bronią przełożoną przez otwarte okno lewych tylnych drzwi pasażera. Ułamek sekundy później rozległ się huk wystrzału, którego ślad zadymił w miejscu, gdzie strażnik właśnie był, ale podbiegł zygzakiem do prawej strony auta i upadł na pobocze. Wyciągnął z kieszeni granat gazowy i sprawnym ruchem uwolnił zapłon, a następnie wrzucił prze prawe okno do wnętrza pojazdu. Rozległ się huk, a następnie wnętrze ogarnął biały dym.

Sytuacja wydawał się opanowana. Dominik zerwał się na równe nogi i pędem pobiegł po kolczatkę. Szybko zwinął ją z jezdni i udał się do swojego auta. Wrzucił kolczatkę do bagażnika a zabrał z niej maskę przeciwgazową. Szykował się do skrępowania bandytów znajdujących się w fordzie.


Założył maskę i szybko zbliżył się do forda z warczącym silnikiem. Podszedł do okna kierowcy i otworzył drzwi, schylił się i przekręcił stacyjkę. Silnik zaniemówił. Zmierzył przestrzeń wzrokiem i nie odnalazł broni, z której do niego strzelano. Zerknął na tylne siedzenie. Zobaczył wytatuowane ramię i potężnie zbudowanego mężczyznę. Rewolwer trzymał w lewej dłoni. Otworzył tylne drzwi pasażera, odpiął mu pas bezpieczeństwa, zabrał broń i założył opaskę na nadgarstki. Następnie wrócił do kierowcy, odpiął mu pas i wyszarpnął na jezdnię. Przeszukał go i znalazł za pasem broń. Zabrał ją, skrępował mu ręce i nogi, a następnie zaciągnął na rów porośnięty świeżo skoszoną trawą.

Przebiegł na prawą stronę pojazdu i otwierając drzwi, ewakuował z nich pozostałą dwójkę. To byli trzej mężczyźni, wszyscy uzbrojeni i wyglądający na bandziorów.

Dominik podszedł do swojego auta, aby zostawić w bagażniku znalezioną u bandytów broń. Zdjął maskę i dotarł do krótkofalówki.

– Tu straż miejska 07 do komendy, odbiór!? – Łapał powietrze w płuca.

– Komenda, co u ciebie DeDe?! Odbiór!? – Usłyszał znajomy głos oficera dyżurnego, który zwracał się do niego, używając inicjałów imiennie i nazwiska.

– Mam tutaj granatowego forda hatchbacka z trójką uzbrojonych bandytów… – Przerwał nagle, spoglądając na łuk, gdzie pojawił się duży czarny suw. – Przyślijcie jakieś wsparcie na łuk za miastem…

Porzucił słuchawkę i złapał za maskę, szybko wkładając ją ponownie na głowę.

Dominik przez lata praktyki polowań z ojcem miał doskonały i wyrobiony wzrok. Patrzył na wnętrze zbliżającego się auta i widział co najmniej pięć postaci, ale nie widział ich twarzy. To go zmartwiło. Byli zamaskowani jak terroryści. Dominik szedł w stronę forda, i skrępowanych bandytów. Zastanawiał się, kim są ludzie przebrani jak komandosi i czego mogą chcieć od jego piratów drogowych. Wkładał do uszu zatyczki i czekał na nich.

Część 1 Część 2 Część 3


komentarze