Uwaga! Teksty przeznaczone dla czytelników 16+
opowiadania

Część 1

Nasłonecznione ławki w parku Kościuszki były opustoszałe, za to w zacienionych miejscach tętniło życie towarzyskie. Państwo Marynowscy wracali z pracy, gdy żona zaproponowała mężowi, aby usiedli na słońcu. Uwielbiała wygrzewać się, wykorzystując letnią porę.

–  Usiądźmy choć na chwilę, bo w domu nie mamy słońca.

–  Ale tylko na moment, jeżeli nie chcesz, abym się roztopił.

Kobieta położyła torbę obok siebie i zdjęła słoneczne okulary, aby ustawić twarz do słońca. Mężczyzna z siwizną na skroniach i aktówką zajął miejsce przy niej, siadając bokiem do żony. Nie przepadał za opalaniem się, wolał zacisze własnego mieszkania. W dodatku nie czuł się tutaj komfortowo.

–  Jak długo tu będziemy? – Rozglądał się wokół.

–  Dziesięć minut, dobrze?

Pochylił głowę i otworzył aktówkę. Wyciągnął z niej gazetę i czytał pierwszą stronę.

–  Słońce mnie oślepia. – Utyskiwał, próbując zniechęcić żonę do opalania się. Przeglądał reklamy mebli i coś mu się przypomniało. –  Słuchaj, jedźmy do sklepu meblowego takiego z prawdziwego zdarzenia, na pewno coś wybierzemy?

–  Ale ty nie chcesz mnie zabrać do galerii handlowej w wielkim mieście. – Odpowiedziała mężowi z wdziękiem, nie otwierając oczu.

Oboje usłyszeli głosy nadchodzących od wschodu nastolatków. Marynowski spojrzał przez ramię a następnie wrócił do lektury gazety.

–  Nie lubię takich publicznych pokazów – był zdegustowany i zawiedziony. – Masz, idzie jakaś banda, tego jeszcze brakowało.

–  Przestań, zaraz przejdą i wróci cisza.

Trzej młodzieńcy szli alejką, robiąc wokół siebie wiele hałasu. Gdy przechodzili przed ławką małżonków, dało się słyszeć wulgaryzmy.

–  No, kurwa, a ja myślałem, że ten głupi chuj poda do bramkarza i już szykowałem się do startu! – Mówił za głośno nastolatek w krótkich czerwonych spodenkach.

–  Ja, kurwa, biegłem na niego. – Odpowiadał chłopak w jasnych spodenkach. –  Kurwa, mijałem obrońcę, a ten jak mi nie przypierdoli haka, że niby, kurwa, sędzia nie widzi, bo był zasłonięty…

Pan Marynowski nie wytrzymał.

–  A może by tak mniej przekleństw szanowna młodzieży?! – Krzyknął do mijających ich nastolatków.

Szli dalej, na moment tylko zwalniając kroku i zwracając się do siedzącego na ławce. Byli w swoim świecie i nie dopuszczali myśli, że ktoś mógłby krytykować ich zachowanie. W końcu jeden z chłopców, najwyższy, w wypuszczonej na jasne spodenki koszuli zatrzymał grupkę.

–  Coś nie pasi, kurwa!? – Zwrócił się do siedzącego Marynowskiego. – To, kurwa, do nas ta gadka?!

Żona mężczyzny przestała się opalać i usiadła, patrząc spokojnie na rozwój wydarzeń.


Trzej młodzieńcy zawadiacko postąpili dwa kroki do ławki, nieco srożąc się i może dziwiąc, bo nie byli do tego przyzwyczajeni.

Marynowski nie przestraszył się ich reakcji, wręcz przeciwnie. Wstał energicznie z ławki i wykonał dwa kroki w stronę chłopców. Był wyższy od dwójki z nich. Szerokie barki mężczyzny zrobiły wrażenie na chłopcach.

–  Wyobraź sobie, młodzieńcze, że nie pasi, nie pasi! Przebywacie w miejscu publicznym i nie zapominajcie się. – Badał ich odwagę i inteligencję. –  Używanie wulgaryzmów może być interpretowane jako przejaw agresji?!

Nie bardzo wiedzieli, co odpowiedzieć? Jeden patrzył na drugiego porozumiewawczo.

–  Ale że niby, kurwa, co, że nasz język się panu nie podoba?! – Najwyższy burknął, nie wiedząc jeszcze, o co chodzi, gdy pozostali dwaj ryknęli śmiechem.

Marynowski zaatakował werbalnie, nie zwlekając.

–  Widzę, że do was nie dociera, więc powiem tak… – Wzmocnił głos, ale nie groził, tłumaczył, wyciągając z kieszeni komórkę. – To jest telefon z włączonym dyktafonem. Nagrywam tutaj ptaki i przypadkiem waszą rozmowę pełną wulgaryzmów. Mam też obraz z kamery za nami. Przestańcie zachowywać się, jakbyście byli tutaj sami. Jeśli chcecie kląć i krzyczeć, róbcie to w swoim domu, nie w przestrzeni publicznej. Dotarło?!

Chłopcy patrzyli na niego zdziwieni.

–  Ok, dobra, trza było tak od razu! – Najwyższy zmienił ton, a pozostali dwaj nie śmiali się już. – Przepraszamy, co złego to, kur…, nie my.

Popędzili dalej.

Marynowski odwrócił się do żony i jakąś chwilę stał plecami do słońca.

–  Nikt nie wychowuje dzisiaj dzieci… – Westchnął.

–  Nie wiem, czy do nich cokolwiek dociera? – Marynowska znów oparła się i ustawiła twarz do opalania.

Mąż kiwał głową porozumiewawczo.

–  Zaraz do nich dotrze, ale jak zwykle nie to, co  potrzeba.

Ledwie to powiedział, gdy z wejścia parku dało się słyszeć krzyk. Zerknął w tamtą stronę. Młodzieńcy odgrażali się, że zabiorą mu dyktafon i „Wsadzą mu prosto w dupę!”, a potem jeszcze inne groźby.

–  Chuj w czerwonych skarpetkach!!! Chuj w czerwonych skarpetkach!!! – Powtarzali kilka razy.

Marynowski uśmiechnął się pod nosem.

–  No widzisz –  powiedział spokojnie do żony –  zapamiętali tylko kolor skarpetek.

Marynowska wstała z ławki z uśmiechem na twarzy. Stali razem i skierowali wzrok w stronę trzech krzykaczy. Ci jeszcze wydarli z gardeł: „–   Pierdol się kutasie!!!” – po czym czmychnęli za zakręt z prędkością światła.

–  Mówiłam ci, że twoje skarpetki zrobią furorę? – Żartowała, a potem spoważniała. – Naprawdę nagrywałeś ich rozmowę?!

Spojrzał na nią badawczo.

–  Wolałbym nagrać ciebie, jak…

–  Nie kończ! – Wpadła mu w zdanie.

Część 1 Część 2  Część 3


komentarze